[Muzyka] Alanis Morissette: Mój Top 10

Na przestrzeni lat wielokrotnie słyszałem od osób nie słuchających Alanis Morissette, że to z powodu jej głosu. Zbyt wysoki, drażniący i tak dalej. Ciężko mi się z tym zgodzić, bo Alanis od przez długi czas była dla mnie czymś w rodzaju pokoleniowej ikony. Dziewczyna, która w wieku 24 lat rozbiła bank i przy pomocy jednej piosenki sprzedała ponad dwadzieścia milionów kopii swojej płyty jest dla mnie przykładem olśniewającego muzycznego sukcesu. Fakt, sukcesu, którego nigdy już potem nie powtórzyła i, fakt, że z biegiem czasu sam zacząłem kwestionować promocyjne wybory jej managementu. Kolejne wydawnictwa znikały średnio zauważone z powodu wydawania ugrzecznionych popowych singli, gdy tymczasem najlepsza Alanis to ta niesinglowa. Smutna, dołująca, ale też wściekła, agresywna, przeładowana rozintelektualizowanymi tekstami, niesamowita. Takiej Alanis słucham od lat i taką właśnie, z okazji zbliżającej się nowej płyty, chciałbym Wam dzisiaj przedstawić.

Zaczynam od „Uninvited”, piosenki ze ścieżki dźwiękowej do filmu „City of Angels”. Delikatny wstęp, ezoteryczny fortepian i wczesne fascynacje orientalnymi smaczkami, które Alanis wprowadziła do swojego brzmienia post „Jagged Little Pill”. Następujący po niej „Unprodigal Daughter” to doskonały przykład zmarnowanej szansy. Odrzucony przy okazji jednej z płyt, oficjalnie pojawił się dopiero po latach na kompilacji „Feast on Scraps” zamiast promować energetyczną Alanis świetnym teledyskiem. Szkoda, bo tak jak kolejny utwór, „Versions of Violence”, to ta twarz Alanis, która ujmuje mnie najbardziej.

Alanis ma w swojej płytotece genialne ballady. Na mojej plejliście, lekko rozrzucone, reprezentują je: „One”, „Tapes” i „You Owe Me Nothing In Return”. Ta pierwsza, kompletnie pominięta przy promocji „Supposed Former Infatutation Junkie” to podskórnie kipiące emocje. Druga, niesamowicie dołująca, to rozlewające się elektryczne gitary, poruszający tekst i multum dreszczy. Z kolei ta ostatnia to przykład świetnego songwriterskiego talentu do pisania popowych piosenek, który nigdy nie został należycie wykorzystany.

Nie będę jednak ukrywać, że moja ulubiona Alanis to ta mocniejsza, podrasowana elektrycznym brzmieniem, bezkompromisowa i tekstowo nie do podrobienia. Tak jak tytułowy utwór z płyty „So-Called Chaos”, czy otwierający album „Under Rug Swept” miłosny manifest pod tytułem „21 Things I Want in a Lover”. A już szczególnie moja ulubiona piosenka Alanis w ogóle – poruszający, mocny, rozwalający „numb”. Jeżeli z mojej plejlisty powiniem Wam zostać w głowie jeden utwór, to jest to właśnie ten.

Całość zamykam jednak spokojniej, taką odsłoną Alanis, która zdecydowanie znalazłaby nowych fanów. Z jednej strony „edge of evolution” skłania się ku bardziej mainstremowemu brzmieniu, z drugiej nie pochlebia jednak łatwym emocjom, zachęcając do refleksji tekstem podanym w pop-rockowej aranżacji. Taka jest moja Alanis, pełna kontrastów, a przy tym niezwykle fascynująca i bardziej intrygująca niż jej „zwykłe” medialne wydanie.

A jeżeli dotarliście do końca tego tekstu, to będzie mi miło, jeżeli zostawicie w komentarzu tytuł tej piosenki, która z poniższej dziesiątki przypadła Wam do gustu najbardziej 🙂



Photo: materiały promocyjne / alanis.com

10 thoughts on “[Muzyka] Alanis Morissette: Mój Top 10

    1. Widać wiele osób tak ma, ale “Tapes” to całkiem dobry wybór. A jej gościnny udział w piosence z “Manic” też niczego sobie 😉

      Like

      1. No właśnie, też tak myślę. “Interlude” odbiera temu utworowi status piosenki, mimo tego, że na “Manic” są przecież krótsze utwory 🙂

        Like

  1. A mi nie przeszkadza wokal Alanis, ale nie są to brzmienia, do których chętnie bym wracała. Nie wiem co w nich jest takiego, ale męczą mnie. Jednak nowej płyty jestem ciekawa. Gdybym miała wybrać jeden kawałek to chyba “21 Things I Want in a Lover”, chociaż już nie pamiętam jak leciał. :/
    U mnie nowy wpis, zapraszam i pozdrawiam. 🙂

    Liked by 1 person

  2. Cieszę się, że zrobiłeś post o Alanis. Tak się składa, że pamiętam czasu największej popularności Alanis Morissette. “Ironic” to do dziś moja ścisła setka piosenek życia i uważam, że pod względem dopracowania jest to utwór absolutnie niedościgniony… Wymarzony singiel na debiutancki album, który musiał stać się przebojem… właściwie jestem pewien, że w latach 90. stał się nim od pierwszego odsłuchu…
    Cieszę się, że zauważyłeś balladę “You Owe Me Nothing”. To jeden z najlepszych kawałków Alanis. Do dziś nie mogę zrozumieć dlaczego nie był singlem…
    Dobrze, że wspomniałeś “Uninvited”. Jest to utwór nagrodzony nagrodą Grammy, więc ciężko go uznać za mało znany, choć pewnie dla osób młodszych taki jest 🙂
    Co do moich typów spośród mniej znanych utworów Alanis polecam jeszcze:

    So Pure (Radio Friendly Remix) [Wersja z teledysku, a nie albumowa]
    Wunderkind (utwór który był puszczony podczas napisów końcowych filmu Opowieści z Narni)
    Into A King
    Superstar Wonderful Weirdos (Demo) [niezrealizowane nagranie z sesji Jagged Little Pill)
    Can’t Deny (Aalanis w stylu pop/reagge z jej drugiego albumu “Now Is The Time”

    Dużo bardziej wolę głos Alanis od głosu współczesnych gwiazd popu z Arianą Grandę czy Rihanną na czele…

    Co do nowej płyty Alanis jestem pełen obaw, bo jakoś nie przekonały mnie 2 utwory, które już są…

    Liked by 1 person

    1. Przede wszystkim, miło Cię widzieć z powrotem! 🙂

      Czuję się staro, bo wszystkie polecane przez Ciebie utwory znam 😉 , wolę jednak te, które wybrałem sam, co jest zresztą normalne przy tak obszernej dyskografii. Od “Ironic” zawsze wolałem “You Oughta Know”, natomiast “Uninvited” nie jest już specjalnie znanym utworem, tak jak i wiele innych piosenek nagrodzonych kiedyś Grammy (szkoda). A jeśli chodzi o nowy album, to podzielam Twoje obawy, szczególnie po pierwszym, dziwacznym singlu. “Smiling” jest już bardziej okej, ale jak na Alanis jest to utwór dosyć sztampowy i właściwie niczym się nie wyróżnia muzycznie, chociaż tekst mi się nawet podoba. Na album czekam jednak tak czy inaczej 🙂

      Like

  3. Gdy mam ochotę przenieść się do lat 90′, automatycznie sięgam po Jagged Little Pill. Uwielbiam ten album! Dla mnie głos Alanis Morissette to ikona tamtych czasów. Tak go sobie utrwaliłam i dlatego pewnie nie śledziłam jej późniejszej twórczości. W sumie wczoraj dowiedziałam się o premierze Such Pretty Forks in the Road i mam nadzieję, że ten krążek przyniesie mnóstwo świetnych kawałków 🙂

    Liked by 1 person

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s