[Muzyka] Piosenka po piosence: Ellie Goulding „Halcyon”

Ellie Goulding zawsze była dla mnie ciekawostką. Może nie od razu w sensie pejoratywnym, ale od chwili usłyszenia „Starry Eyed” wydawała mi się przekomputeryzowanym dodatkiem do elektronicznej muzyki, trochę gadżetem i niekoniecznie jedną z tych wokalistek, których karierę chciałbym śledzić. Przez lata znaliśmy się z nią głównie za pośrednictwem singli, które właściwie zawsze mi się podobały, ale nigdy nie zachęcały do wielokrotnego odtwarzania jej albumów. Więc kiedy Karolina dała mi zadanie domowe w postaci zrecenzowania „Halcyon” moją pierwszą reakcją był blady uśmiech.

„Don’t Say A Word”. Zaczyna się emocjonalnie, od coraz głośniejszej wokalizy, która przeradza się w pełnowymiarowe intro atakujące słuchacza nadmiarem bębnów. Trochę za dużo tu rytmicznego chaosu, chociaż całość miała w swoim zamiarze zbudować monumentalne emocje. Coś na kształt Alfreda Hitchcocka, według którego każdy film powinien zaczynać się od trzęsienia ziemi, a później miało być jeszcze intensywniej. Tym razem chyba jednak mały fail. Sorry.

„My Blood”. Zaskakuje mnie ubogość tej aranżacji. Brzmi jak typowy power utwór z roku 2012, czyli – niestety – taki, który nie przetrwał próby czasu. Trochę dziwne uczucie słuchać czegoś, co brzmi jak wypełniacz, a jest raptem drugim utworem na płycie. Poza tym, co jeszcze dziwniejsze, odnoszę wrażenie, że lepiej by sobie ta piosenka poradziła jako ballada gdzieś później na płycie.

„Anything Could Happen”. Piosenka singlowa, super-pozytywne przesłanie i w ogóle niekończąca się impreza. Bardzo lubię ten utwór, od lat zresztą i nie ma co specjalnie szukać dziury w całym. Ellie brzmi w tej piosence świetnie i to się tu liczy najbardziej.

„Only You”. Ciekawy początek składający się z zaloopowanego wokalu. Podoba mi się rytm, chociaż powtarzane w kółko „baby, I’m on my knees” dosyć szybko zaczyna drażnić. Najciekawszym elementem piosenki są pocięte i zsamplowane wokale, które powracają w różnych konfiguracjach. Przyjemny odsłuch, ale niestety nic więcej.

„Halcyon”. Tytułowy utwór zaczyna się tak, jakby napisany był na zupełnie inną płytę. Delikatna gitara akustyczna i bardzo przyjemny, stonowany wokal z tekstem o byciu samotnym i zagubionym. „Będzie lepiej”, śpiewa Ellie w refrenie, który zdaje się być przeładowany energią. I to właściwie tyle.

„Figure 8”. Mój zdecydowany faworyt. Podoba mi się połączenie mocno przetworzonych dźwięków fortepianu z harfą. Do tego refren, który znienacka poraża swoją elektronicznością i chyba jako jeden z nielicznych kawałków na tej płycie opiera się próbie czasu. Czysta przyjemność i jednocześnie chaos w mojej głowie, bo jest to mocno nierówny album.

„JOY”. Delikatny fortepian, ładna melodia, spoko wokal. Ballada, która wieńczy pierwsza połowę płyty nie wywołuje jednak we mnie żadnych wielkich emocji.

„Hanging On”. Cover piosenki wokalisty o pseudonimie „Active Child” brzmi w wykonaniu Ellie delikatnie, jeśli nie odrobinę dramatycznie. Umiejętnie buduje emocje i jest wszystkim tym, czego zabrakło poprzedającej go piosence „JOY”. Miła odmiana na tej płycie, ale chyba tylko w ramach wyjątku potwierdzającego regułę.

„Explosions”. Płyta najwyraźniej zwalnia tempo, bo trzeci spokojny kawałek pod rząd, to trochę za dużo, jak na moje oczekiwania. Jest po prostu okej. Nie ma szału i odnoszę wrażenie, że chyba już nie będzie.

„I Know You Care”. A jednak. Zaskakujące. Kolejny spokojny utwór ma bardzo fajny klimat. Niby tylko fortepian i wokal Ellie, ale atmosfera, która się przy tym wytwarza sprawia, że przestaję narzekać. Prosta piosenka, nieprzekombinowana, no i proszę jaka ładna. Aż mam ochotę z miejsca puścić ją sobie jeszcze raz. Drugi najlepszy utwór na płycie.

„Atlantis”. Znowu zaczynamy akustycznie i znowu wpadamy w trochę zbyt monumentalny refren. Melodia nie porywa, a całość nie może się zdecydować, w którą stronę stylistycznie podążyć. Szczerze mówiąc jest to chyba najnudniejszy moment na płycie.

„Dead In The Water”. No i tak się ta płyta kończy. Bardzo spokojny, stonowany klimat powoli buduje napięcie, wchodzą skrzypce, a ja – niczym zimna ryba – znowu pozostaję bez emocji.

Bonusy:

„Halcyon” pojawił się na rynku w niezliczonych wersjach podstawowych, jak i deluxe, ale dwa najbardziej znane bonusy to „I Need Your Love” z Calvinem Harrisem oraz „Lights (Single Version)”. O ile ten pierwszy jest zupełnie nie na miejscu i nie pasuje do poprzedzających go piosenek, o tyle „Lights” klimatycznie wieńczy całość. Bardzo lubię tę piosenkę, jednak jednocześnie odnoszę wrażenie, że jako bonus jest zupełnie zbyteczna.

Być może „Halcyon” sprawiałby sensowniejsze wrażenie, gdyby nie te kontrasty właśnie. Z ich powodu całość brzmi niespójnie i – po siedmiu latach od premiery – naprawdę wydaje się zachęcać słuchacza do zupełnie innej przygody, niż ta, którą naprawdę oferuje. A że efektem jest pewne rozczarowanie? No cóż, taka jest właśnie tego konsekwencja.

           

Photo: Jeremy Bishop / unsplash

8 thoughts on “[Muzyka] Piosenka po piosence: Ellie Goulding „Halcyon”

  1. Dość intrygujący jest ten kawałek, który uważasz za najciekawszy na płycie. Chociaż mam wrażenie, że jednak po paru latach można o nim zapomnieć.

    Akurat w czasie działań montażowych coś zostało wypite. 🙂 Ale nie pomogło za bardzo, bo dziś zauważyłem, że zasłonka na wannę gorzej się domyka. Coś trzeba będzie poradzić na to. Zwykle tak jest właśnie, że niby rzecz jest prosta do złożenia, a potem same problemy się pojawiają niemal.

    Pozdrawiam!

    Liked by 1 person

  2. Aż dwa razy musiałam sprawdzić, czy dobrze trafiłam 😉
    Mało jest wykonawców, których jakoś bardzo nie lubię, którzy budzą we mnie potrzebę hejtowania itp itd. Ale Ellie jest właśnie jedną z nich. No po prostu nie mogę polubić tej dziewczyny. Żadna jej płyta mi się nie podoba (choć Delirium dopiero przede mną, obiecałam już, że wkrótce zrecenzuję), może raptem kilka pojedynczych kawałków (jak Midas Touch czy cover Tessellate).

    Nowy wpis na the-rockferry.pl

    Liked by 1 person

  3. Na palcach jednej ręki potrafię wymienić single Goulding, które mi się podobają (i wśród nich jest “Lights”), “Figure 8” – dla mnie kompletny chaos. Po album pewnie prędzej czy później sięgnę, ale nie teraz.
    U mnie nowy wpis, zapraszam i pozdrawiam. 🙂

    Liked by 1 person

  4. Swego czasu bardzo, bardzo lubiłam tę płytę, teraz trochę mniej, ale wciąż mam do niej pewien sentyment. Lubię do niej wracać, zwłaszcza do ‘Don’t Say A Word’, ‘Figure 8’ i ‘My Blood’. Co nie zmienia faktu, że rzeczywiście, chaos jest tutaj bardzo wyraźny. Dziękuję za recenzję 🙂
    Zapraszam na nowy wpis i pozdrawiam!

    Liked by 1 person

  5. OMG… Kompletnie nie znoszę jej muzyki. Za każdym razem jak leci coś od niej w radiu to przełączam. Jedyne co mi się od Ellie podoba to kolekcja butów, chociaż wiem, że sama ich na pewno nie zaprojektowała xD

    Liked by 2 people

  6. No proszę, zaskoczony jestem wyborem albumu. Słuchałem w dniu premiery i przetrwał tylko jeden singiel: „Anything Could Happen”, który ostatnio wałkuje codziennie. Sama Ellie Goulding osobiście mojej sympatii nie zdobyła. To znaczy – nie, że jej nie lubię, bo słucham wszystko co się pojawi w sieci, ale żebym się jakoś specjalnie jarał to nie 🙂

    Pozdrawiam!

    Liked by 1 person

  7. Chciałbyś zrobić Piosenka po piosence dla EPki *69 od nowej artystki Emily Blue. Myślę, że warto. Jest to bardzo eksperymentalna muzyka, dużo takiego glitch vibes. Myślę, że mogło by cię zainteresować. Pozdrawiam. Super Blog!

    Liked by 2 people

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s