[Muzyka] Recenzja: Tori Amos “Native Invader”

torini (Small)“Native Invader” nie jest płytą, która zapada w pamięć po pierwszym przesłuchaniu, ze swoimi blisko siedemdziesięcioma minutami w wersji Deluxe. Zaczyna się powoli, wręcz leniwie, kończy werbalnym pazurem, jednak jej nasilniejszym momentem pozostaje znane już z drugiego singla „Up The Creek”. Być może dlatego, z powodu braku wielkiego zaskoczenia, moją pierwszą reakcją na wydaną w piątek całość był zawód.

Inspiracji dla piętnastego albumu Tori Amos należy szukać w dwóch wydarzeniach. Jednym na wskroś osobistym – rozległy udar mózgu, który nastąpił u jej matki. A drugim bezsprzecznie dotykającym nas wszystkich. Czyli politycznymi wydarzeniami w Stanach Zjednoczonych, wraz z kontrowersyjnymi decyzjami ich prezydenta, w tym tej dotyczącej pakietu klimatycznego. Oba wydarzenia, o potężnej emocjonalnej sile rażenia, w zestawieniu ze sobą trochę się jednak anihilują, a ładunek intelektualny sporej części piosenek po prostu rozpływa się w pamięci. Być może zabrakło też Tori wystarczającej energii, aby zapełnić siedemdziesiąt minut momentami na wskroś ciekawymi.

Fajnie by więc było tę płytę trochę okroić i w pewnym sensie zrobić sobie z niej „native-invaderową” plejlistę. Na pewno znalazłyby się na niej: „Wings”, utwór mroczny, niemal trip hopowy, wspomniane już „Up The Creek”, czy na przykład delikatne, choć poruszające ciężki temat wybaczenia „Climb”. Na pewno też wypadłyby z niej piosenki, które brzmią jak z zamierzchłej epoki, chwilami wręcz „renesansowo”. „Wildwood”, „Bats”, czy „Benjamin”. Ich wtórne, niezbyt ciekawe aranżacje najciężej mi zrozumieć. Cała płyta zdecydowanie zyskałaby na atrakcyjności, gdyby nie przeszły przez przed-wydawnicze sito.

Ciekawym, choć niekoniecznie w pozytywnym sensie, jest również fakt, że dwa naprawdę dobre utwory uzupełniają wydawnictwo dopiero w wersji Deluxe. Są to „Upside Down 2” oraz wielce wymowna „Russia”. „Is Stalin on your shoulder?”, pyta w nim Tori zaczepnie, a ja wreszcie, po ponad sześćdziesięciu minutach dostaję zasłużonych dreszczy. „Russia” to też utwór, w którym pojawia się tytułowy Native Invader, a ja nie mogę oprzeć się wrażeniu, że taki właśnie powinien był być początek całej płyty.

Dlaczego upchnięto go na szarym końcu wersji niepodstawowej? Niech każdy, kto wytrzyma do końca, sam sobie na to pytanie odpowie.

 

 

4 thoughts on “[Muzyka] Recenzja: Tori Amos “Native Invader”

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s