[Muzyka] David Bowie “No Plan”

bowie-no-planMimo, że od śmierci Davida Bowie minął już rok, wcale nie jest mi lepiej, kiedy słucham jego nagrań. Szczególnie „Blackstar”, jako że to pożegnanie, ta próba wyrwania życiu kilku chwil więcej, z tym niezmiennie łkającym saksofonem, napawa mnie trwogą. Tymczasem, do tych kilku niecierpliwych haustów powietrza, dodano teraz ciąg dalszy w postaci trzech piosenek, które na ostatnim albumie nie znalazły miejsca. EPka pod tytułem „No Plan” brzmi, jak prawdziwy głos z zaświatów. „Tu, gdzie jestem, nie ma muzyki. Gubię się w strumeniach dźwięku. Czyżbym był nigdzie?” Trudno to wydawnictwo nazwać prezentem, skoro zamiast uczucia przyjemności i pozytywnego zaskoczenia wywołuje zimne dreszcze. Świadczy ono jednak o autentycznym geniuszu tej arystycznej duszy, nazywanej za życia Davidem Bowie i celowo uderzam tu w tony nadprzyrodzone. Strumień świadomości, wiadomość wysłana z podprzestrzeni, z jakiejś czarnej dziury w odległym zakątku Wszechświata tak doskonale wpisuje się w kosmiczny wizerunek tego niezwykłego wokalisty. Z trzech utworów zamieszczonych na EPce, każdy wyróżnia się odrębnym charakterem. Ten, który przemawia do mnie najsilniej, niczego nie ujmując pozostałym dwóm, to „Killing a Little Time”. Prawdziwie rockowy, elektryczny, z klawiszami obłędnego fortepianu, który przywodzi na myśl brzmienia z „Outside”, mojej ulubionej płyty. Czy dzięki „No Plan” będzie mi łatwiej do niej wrócić, czas pokaże.

 

5 thoughts on “[Muzyka] David Bowie “No Plan”

  1. Mój odbiór “No Plan” wzmocnił jeszcze teledysk: prosty, ale też bardzo wymowny i niepokojący. Minął już rok od odejścia Bowiego, ale cały czas je przeżywam. Po długim czasie ostatnio przesłucham Blackstar i mocno mnie to poruszyło.

    Pozdrawiam!

    Like

  2. Jestem najprawdopodobniej osobą, która nie zna się w ogóle na muzyce, ponieważ nie uważam “Blackstar” za arcydzieło, po prostu album mi się nie podobał. “No Plan” bardziej przypadło mi do gustu, szczególnie tytułowy kawałek i “When I Met You”.
    Pozdrawiam serdecznie. 🙂

    Like

    1. Ależ skąd. Blackstar to nie jest dzieło przełomowe, tylko ostatnie, pożegnalne. Okazało się też najlepszym albumem Bowiego od niemal dwóch dekad, ale jak dla mnie nic nie pobije “Outside” i “Earthling”. Bo ja lubię Bowiego w wersji elektroniczno-eksperymentalnej 🙂

      Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s