[Muzyka] Recenzja: Lady Gaga “Joanne”

joanneMimo, że po przesłuchaniu całości odczuwa się gigantyczny niedosyt, Lady Gaga wreszcie poszła własną drogą i wydaje się, że nic już jej teraz z tej drogi nie zawróci. Skończyło się ściganie z Madonną, które nie przyniosło niczego dobrego, głównie z tego banalnego powodu, że Madonna nigdy nie podniosła rzuconej jej rękawicy. Czy Gaga chciałaby jednak przejąć schedę po Davidzie Bowie? Na pewno miała na to apetyt, bo i nawiązań na „Joanne” jest co niemiara, do całokształu radosnych i niewinnych melodii lat 60-tych. Od Beatlesów, przez Eltona Johna, do tych wczesnych piosenek naczelnego kosmity wszechświata. Zadanie domowe odrobione na piatkę z plusem, pytanie tylko, czy ktokolwiek potrzebuje takiej płyty właśnie dzisiaj.

Z bardzo powierzchownego punktu widzenia wydawać się może, że pani Germanotta złożyła broń i zajęła się samą sobą. Otwierający album utwór „Diamond Heart” to zresztą największa porażka tej płyty. Prześpiewany manifest samoulwielbienia, który może dałoby się przełknąć gdyby nie średnio rozwinięta produkcja Marka Ronsona. Jego obecność na liście producentów tego albumu wydaje się chwilami nieszczególnie potrzebna.

Wszystko zmienia się jednak wraz z utworem numer dwa oraz następującą po niej piosenką tytułową. „Joanne” to darcie szat najprzyjemniejszego sortu. Z jednej strony beznamiętnie zaśpiewane na jednym akordzie, z drugiej szarpiące najwrażliwszą strunę emocji. Z dużą poprawką, oczywiście, ponieważ dalej poruszamy się w ramach szeroko rozumianego popu. Popu, który jednak dusi się we własnym sosie i, szczerze mówiąc, tylko czeka, żeby się z tej klatki uwolnić. Stąd też utwory robiące największe wrażenie to te, które utarte zasady łamią. „John Wayne”, „Hey Girl” z Florence Welch, wieńczące wersję podstawową „Angel Down” i, o dziwo, bonus z wersji „deluxe”, „Grigio Girls”. Z kolei szumnie zapowiadana współpraca z Beckiem to rozczarowująca piosenka w stylu reggae, która do reszty zestawu pasuje, jak pięść do nosa.

„Joanne” to nie do końca równa wycieczka w rejony niespecjalnie do tej pory zgłębione przez Lady Gagę. Rozczarowanie związane z kompletnym rozpadem jej przesłodzonego wizerunku, tak nieodżałowanego przez Little Monsters, to jednak główny powód, dla którego w dorobku tej wokalistki będzie to płyta przełomowa. Jest to też godne zapamiętania świadectwo, że czasami naprawdę nie warto poruszać się utartymi szlakami. Wystarczy tego świata i dla Madonny, i dla zahukanej niegdyś dziewczynki, która chciała być „lepsza” od ikony popu. Wybierajmy sobie takie wzorce, którym potrafimy sprostać. Nie obniżajmy jednak przy okazji naszych lotów.

9 thoughts on “[Muzyka] Recenzja: Lady Gaga “Joanne”

  1. Chciałam od niej płyty, na której pokazałaby nam siebie bez tych cekinów, fajerwerków i innych dziwactw. I w sumie to dostałam. Jedynie “Perfect Illusion” i “Diamond Heart” pomijam, gdy sięgam po ten album.
    Najbardziej podoba mi się piosenka tytułowa. Niesamowicie prosta, ale niosąca mi wiele emocji. Czasem się łezka w oku zakręci.

    Nowy wpis na http://the-rockferry.blog.onet.pl

    Like

  2. Tak jasne zgadzam się, to już nie jest Lady Gaga z czasów “The Fame”, “The Fame Monster”, ani “Artpop”. Ale! Pragnę przypomnieć, że równie ekscentryczny album jak na tamte czasy-“Born This Way”, przekazujący wiele pozytywnych emocji, również był zjechany za to, że nie był taki jaki każdy by sobie wyobraża , gdzie Gaga realizowała się w brzmieniu mocno ciężkim, rockowym i elektronice z lat 80. Oczywiście, nie każdy zaakceptuje country-rockowe brzmienie nowej płyty “Joanne”, to jest jasne. Znajduje się tam parę numerów na imprezę, tj.: Diamond Heart, Dancing in Circles, John Wayne, czy Perfect Illusion, dwa mocno nostalgiczne kawałki tj.: Angel Down, czy tytułowy Joanne. Szaleństwo rodem z Westernu:
    A-Yo, czy Sinner’s Prayer. Tylko nasuwa mi się pytanie. Co jest w tym złego? Po pierwsze muzyka w 2016 to nic oprócz tłustego bitu który wprowadza w psychodeliczny nastrój imprez w klubach, czy tego chcemy? Jest tak od początku 2010 roku gdzie elektronika, edm i trap zapanował na stałe na popowych listach przebojów. Co więcej, Gaga wykazując swoją inwencje twórczą i przede wszystkim SZCZEROŚĆ (której brakuje wielu dzisiejszym artystom), płacze, śmieje się i po prostu dobrze się bawi wprowadzając nas w świat “Joanne”. Od kiedy płyta Lady Gagi ma być mainstreamowa, dancowa, elektroniczna? To jest to co odróżnia ją od innych, potrafi wyrażać siebie na różne sposoby, a przede wszystkim tak jak jej podpowiada serce, o czym mój w ostatnim wywiadzie dla New York’s Time Music. To również przekaz w tekście, a nie tylko dziwki, pieniądze i sława. Uważam ten projekt za ambitny, tak jak wcześniej wspomniałem-szczery i do słuchania wszędzie, nie tylko w klubach, barach, sypialni czy na rodeo. Myślę, że biorąc pod uwagę znudzonego słuchacza muzyki elektronicznej, dancowej przesyconej ciężkimi bitami i plątaniną bezsensownych zlepków słów, słuchacz odstawi na chwile ten pęd i zrelaksuje się przy “Joanne” – projekt ryzykowny, bo właśnie nie znane jest czy na pewno ludzie polubią coś innego niż edm, ale dla mnie to jeden z lepszych albumów, które dane mi było przesłuchać w roku 2016. Na pewno jest to album inny, ale daje mi to czego inne nie potrafią – przekaz wyrażony w tekście, muzykę klasyczna, dobrą na każdy dzień i paletę emocji, a także szczerość dzięki której można budować coś więcej niż kac po melanżu.

    Like

    1. Drogi Jakubie, przesłanie mojego tekstu jest jak najbardziej pozytywne. Bo właśnie o to chodzi, żeby nikt nie zamykał artysty w klatce, a klatką taką na pewno były oczekiwania jej nastoletnich fanów sprzed kilku lat. “Joanne” to nie jest płyta do “zjechania”, jak to określiłeś, tylko zaproszenie do ponownego odkrycia kogoś, kto chyba już się zaczął trochę dusić. Z takiego punktu widzenia, (mam nadzieję, że doczytałeś do tego miejsca) jest to płyta w karierze Lady Gagi przełomowa. Tak, napisałem to ja, Bartek, i tego się będę trzymał 🙂 Pozdrawiam serdecznie 🙂

      Like

  3. Kurde! U wszystkich wszędzie na blogach widzę recenzje tej płyty. 🙂 A że są niezwykle mieszane, to sama nie wiem czego się spodziewać. Ale jakoś nie mam teraz ochoty na muzykę Gagi. Może z jakiś czas ją przesłucham…

    Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

w

Connecting to %s