[Muzyka] Recenzja: Jeff Beck “Loud Hailer”

Co za płyta! Uwaga – będę jechał w samych superlatywach. Najwyraźniej to, czego było mi potrzeba tego lata, to porządny elektryczny kop w wykonaniu gitarowego guru. Jeff Beck, w swoim, jak by na to nie patrzeć, sędziwym wieku, wyprodukował absolutne cudo, rockowy majstersztyk, porządnie wyciosany z klasycznego instrumentarium, a jednak na wskroś współczesny. Otwierający go utwór, „Revolution Will Be Televised”, to bluesowy ukłon w stronę mrocznych klimatów rodem z powieści „1984” i jej Wielkiego Brata na czele. Z kolei po znanym już „Live In The Dark” następuje krótkie, industrialne „Pull It”, z poszarpaną gitarą, która spokojnie mogłaby wyjść spod dźwiękowej deski rozdzielczej Liama Howletta z The Prodigy. Rock, polityka, pełne zaangażowanie to już domena następnego utworu, „Thugs Club”, po którym temperatura spada na chwilę tylko po to, aby zagrać na bardziej wrażliwych emocjach w apokaliptycznej balladzie, „Scared For The Childern”. Gitarowa solówka rozczula, nostalgicznie nawiązując do „High Hopes” Pink Floydów i zapowiadając erę końca niewinności. Ale spokojnie, rozgrzane rytmy wracają już w kolejnym utworze. Konsumpcja i karaoke to wspólny mianownik pokolenia „chcę wszystko teraz”, którego manifestem jest piosenka „Right Now”, pulsująca niecierpliwością, napięciem i wszechobecnym stresem. Następujące po nich, bluesowy „Shame” i instrumentalna „Edna”, otwierają przestrzeń na kolejny z zaangażowanych utworów, balladę o żonach z Jersey („The Ballad Of The Jersey Wives”). Monumentale gitary rozrywają skondensowany rytm, atmosfera gęstnieje, a gitarowa solówka tnie jak żyleta. Przysłuchiwać się takim dźwiękom to najczystsza przyjemność pozwalająca na gigantyczną eksplozję emocji, których nie chłodzą nawet kolejne utwory – funkujący „O.I.L.”, i wieńczący album „Shrine”. Pięknie stonowany, niejako podsumowujący dobrze wykonaną misję, po zakończeniu której pozostaje już tylko czekać na absolut. Czego oczywiście Jeffowi Beckowi w żadnym wypadku nie życzę. Po tak świetnej płycie musi przyjść przecież jeszcze lepsza.

20 thoughts on “[Muzyka] Recenzja: Jeff Beck “Loud Hailer”

  1. Czy wyjdę na kompletnego wieśniaka i muzyczną amebę, jeśli powiem, że nie znam ani jednego jego utworu? Jeszcze nie znalazłam chęci zapoznania się z jego twórczością…
    Pozdrawiam. 🙂

    Like

    1. Ha ha, no niekoniecznie 🙂 Jego pierwszy studyjny album ukazał się w 1968 roku, więc też wątpię, żebym kiedykolwiek w pełni zapoznał się z jego twórczością. “Loud Hailer” to po prostu świetny rockowy album, niezależnie od muzycznej przeszłości jego autora 😀

      Like

      1. Muzyka faktycznie bardzo “współczesna”, ale raczej nie w dobrym tego słowa znaczeniu. Takie trochę Curly Heads wyszło. Ja takie granie określam mianem “gimbusiarskiego”. Może reszta płyty jest lepsza, ale na ten moment nie mam ochoty się za nią zabierać.

        Like

      2. Ha ha, domyślam się, że posłuchałaś ten utwór dopiero po moim ostatnim komentarzu. W takim razie oba Twoje komentarze rozjeżdżają się między sobą, a ich wspólnym mianownikiem wydaje się być tylko… odnośnik zapraszający do Twojego bloga. Dziwne to trochę… No ale, no comment.

        Like

    1. “O.I.L.” to chyba najlżejszy utwór na płycie, w sensie tego muzycznego, “funkującego” rozbujania. Nie jest zły, ale “The Ballad Of The Jersey Wives” mnie bardziej rozwala 🙂 Pozdrowienia dla Szczecina 😉

      Like

    1. Bardzo dziękuję Panie Piotrze za ten komentarz i za ten link do klipu na YouTubie – świetny utwór! 🙂 Dyskografię Becka przyjdzie mi więc odkrywać retrospektywnie. Ale to za chwilę. Bo poki co, dalej nie mogę się oderwać od “Loud Hailer” 🙂 Pozdrawiam serdecznie. Bartek 🙂

      Like

  2. Doskonała, świeża płyta i muzka najwyższych lotów! Polecam uważnie posłuchać w całości. Brak słabych momentów. Posłuchajcie nowej płyty Jana Bo a potem tego materiału. Przepaść. Uważam, że to jedna z najważniejszych płyt jaka ukazała się w tym roku. Świeże, nowe brzmienia, zaangażowany vocal i gitara Jeffa. Świetne riffy. Dawno nie słyszałem tak spójnej płyty podszytej bluesem, tak świeżej i łamiącej schematyczne podejście do tego nurtu.
    Oby inni gitarzyści i muzycy w ogóle czerpali z tego garściami! Tu schemat “bluesowy” jest tylko tłem dla emocji, poweru gry i esencji tego, co nazywamy Muzyką. Ale to przecież nie tylko blues. Jest i funk, Jest brud gitar, który uwielbiam, jest klimat, bunt, emocje, progresja. Czad i “wirtuozerka”.
    Słuchajcie tego po całości. To będzie najważniejsza płyta tego roku a może nawet najważniejsza płyta Jeffa w ogóle? Na to się właśnie zanosi….
    Życzę, tej świeżości wszystkim muzykom. Odrabiajcie tą lekcję pieczołowicie…
    Pozdrowienia. BOB.

    Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s